04/2021 Avia Świdnik – Podlasie Biała Podlaska 22.08.2020

Przygoda z bohaterem poprzedniego wpisu, czyli Świdnikiem Małym dobiegła końca po pierwszej połowie zawodów, ponieważ w kolejce do wizytacji czekał sąsiedni większy Świdnik, po prostu Świdnik. Pierwsza połowa w Małym zakończyła się kwadrans przed siedemnastą, o pełnej natomiast rozpoczynał się mecz Avii Świdnik z Podlasiem Biała Podlaska, odległość do przemieszczenia to jakieś cztery kilometry, czas operacyjny 15 minut… Nie ma lipy, jak mawia Robert Burneika.

Pogoda niezmiennie rozpieszczała aż z nawiązką, obiekt Avii miał jednak ten atut, że oferował sporo zacienionej powierzchni. Udało się dotrzeć jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, a nawet przed wyjściem piłkarzy obu drużyn na murawę, dlatego wolne kilka chwil poświęciłem na przespacerowaniu się po głównej trybunie, jedynej otwartej tego dnia dla publiki.

Zanim jednak znalazłem się na świdnickiej arenie, spotkała mnie niemiła niespodzianka, którą był wstęp wolny. Żadnych biletów, cegiełek, nic z tych rzeczy, co wprawiło w osłupienie bo przez wiele lat – z tego co ustaliłem – wejście na mecze Avii wiązało się z kosztem i wynikającym z tego pamiątkowym biletem. Dla jednych plus, dla mnie – bileciarza – wielka szkoda.

Fanatyków Avii tego dnia na meczu nie było, nie prowadzili dopingu, nie działo się absolutnie nic. Gdzieś tam kiedyś słyszałem przyśpiewkę, że “Aviunia ekipa widmo”, co tego dnia mocno się potwierdziło. 🙂

Na przeciwległym biegunie byli zaś kibice z Białej Podlaskiej, których w okolicach piętnastej minuty udało mi się dostrzec przy wejściu na sektor gości, a w zasadzie usłyszeć bo gdzieś w oddali zaśpiewano “pozdrowienia do więzienia” i byłem pewien, że nie są to wokalne popisy ekipy z lotniczego miasta. Fani Podlasia w sile około trzydziestu osób nie weszli jednak na obiekt i zawinęli się w drogę powrotną.

Ale dość pastwienia się nad żółto-niebieskimi, przejdźmy do sfery sportowej bo to jedyne, czym tego dnia mógł się pochwalić stadion Avii, swoją drogą bardzo ładny, kameralny i jakby skrojony pod czwarty poziom rozgrywkowy. Tak jak i drużyna, która jest etatowym bywalcem tej klasy ligowej, czyli za słaba na II ligę i zdecydowanie za mocna na rozgrywki “piętro niżej”. W szeregach Avii kilka rozpoznawalnych nazwisk na lokalnym “rynku” w osobach Białka, Szpaka, Oziemczuka czy Sobieszczyka, ale warto skupić się szczególnie na tym pierwszym.

Wojciech Białek, lat już 38 to lokalny obieżyświat, snajper co się zowie i – można by rzec – miejscowa legenda. W Avii łącznie rozegrał osiem sezonów, w trakcie których strzelił grubo ponad sto bramek, a dorobek snajperski mimo słusznego już wieku ciągle rośnie. Chylę czoła.

Tego dnia Pan Wojciech zanotował hat-trick z plusem i minusem. Plus – wyjątkowej urody gol z rzutu wolnego, minus – przestrzelona jedenastka, po której do dziś słyszę dźwięk obitej poprzeczki. Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby Białek grał w Bundeslidze, to tego dnia dostałby od Kickera “jedynkę”.

Właściwie to cała drużyna gospodarzy zasługuje na pochwały, wynik końcowy to 6:1 i świetnie się oglądało miejscową, nad wyraz skuteczną drużynę. Podlasie od pierwszych minut nie miało żadnych argumentów, żeby powalczyć tego dnia z Avią i ostateczny rezultat wydaje się być idealnym obrazem tej potyczki. Za sportowe fajerwerki wielki plus dla Avii, i to by było na tyle jeśli chodzi o pochwały.

Na trybunach zatem cisza, żadnych atrakcji okołomeczowych, gdyby nie strzelanina na murawie to byłby to jeden z najgorszych meczów jakich doświadczyłem w całej mojej groundhopperskiej przygodzie.

Z futbolniętego obowiązku – trenerem Avii jest Łukasz Mierzejewski, mistrz Europy U18 z 2001 roku, mający na koncie 225 występów i 13 bramek w Ekstraklasie, mający także epizody w klubach z Grecji i Chorwacji.

Więcej grzechów nie pamiętam. 🙂

Data i miejsce: 22.08.2020 Świdnik
Mecz: Avia Świdnik – Podlasie Biała Podlaska
Rozgrywki: III liga, grupa IV
Widzów: podobno 500, ale według mnie odrobinę mniej
Doping: brak (poza pojedynczymi okrzykami gości w oddali)
Pirotechnika: brak brak
Piwo: brak brak brak
Catering: brak brak brak brak
Pamiątki: braaaaaaak
Bilet: brak…
Subiektywna ocena: 3/10

03/2021 Świdniczanka Świdnik Mały – Granit Bychawa 22.08.2020

Wykorzystywania rodzinnych wyjazdów do celów meczowych ciąg dalszy. 🙂 Tym razem padło na lubelskie, z którego to stolicy pochodzę i w której to mieszkałem ćwierć wieku. “Grafik” tradycyjnie napięty, ale jakoś udało się wykrzesać kilka godzin i zaliczyć mecze dwóch klubów, niestety oba spotkania w niepełnym wymiarze czasowym.

Na pierwszy ogień poszła Świdniczanka Świdnik Mały, grupa druga lubelskiej IV ligi. Klub bez większej historii, napakowany jednak lokalnymi “nazwiskami” zarówno na murawie, jak i ławce trenerskiej. Brzmi i wygląda to jak ciekawy projekt, który oprócz jakości sportowej może pochwalić się również ciekawą otoczką okołosportową – witryna internetowa klubu wygląda co najmniej trzecioligowo, logotyp – prawdopodobnie w ostatnich latach znacznie odświeżony, a do tego uroczy obiekt domowych zmagań, zwany Neptun Areną (ma to związek z głównym sponsorem klubu).

Zawody Świdniczanki, która podejmowała tego dnia Granit Bychawa przywitały mnie temperaturą w okolicach trzydziestej kreski na plusie. O jakimkolwiek cieniu na Neptun Arenie można było zapomnieć, dlatego co się upociłem, to moje. Na piętnaście minut przed pierwszym gwizdkiem samochodów na przyboiskowym parkingu było już sporo, frekwencja zatem – jak na lokalne warunki – zapowiadała się całkiem obiecująco. Najlepsze nadchodziło jednak wraz z upływającym czasem i w momencie rozpoczęcia meczu było już – strzelam – jakieś dwie setki widzów, co na tej kameralnej arenie robiło całkiem dobre wrażenie.

Byłbym zapomniał – na wejściu bardzo miła niespodzianka w postaci biletów – cegiełek, nie było problemu z tym, żebym dostał trzy sztuki na pamiątkę, a opłata za wejście była “co łaska” do słoja. Zaczęło się obiecująco, przynajmniej na miejscu… A jeśli już w kwestii pamiątek jesteśmy, to witryna internetowa Świdniczanki informuje, że dostępne są szaliki, koszulki itp., o które nawet pytałem Świdniczankę za pośrednictwem Messengera, szkoda tylko że bez reakcji… No cóż, dobry i pamiątkowy bilet, może jakimś innym kanałem uda się zdobyć szal do kolekcji.

Wracając do zawodów, warto wspomnieć o kilku nazwiskach po obu stronach, zacznijmy więc od ławek trenerskich, bo szkoleniowcami obu zespołów są dwa dość znane, jak na lubelskie realia nazwiska. Trenerem gości z Bychawy jest Łukasz Gieresz, były golkiper kojarzony przede wszystkim z Avią Świdnik, ale mający także występy w dwóch cypryjskich klubach oraz lubelskim Motorze, w którym to spędził jeden sezon na zapleczu ekstraklasy.

Trenerem Świdniczanki jest natomiast Paweł Pranagal, legenda wspomnianej Avii, ale też piłkarz m.in. Górnika Łęczna czy GKS-u Bełchatów, w barwach którego zanotował nawet jeden występ w ówczesnej I lidze, zwanej obecnie Ekstraklasą. Jeśli dodamy do tego fakt, że w barwach drużyny ze Świdnika Małego występują chociażby Przemysław Żmuda, Damian Rusiecki, Sebastian Orzędowski czy Michał Zuber to oznacza, że mamy do czynienia z ciekawą ekipą która będzie prawdopodobnie walczyć o najwyższe cele na piątym poziomie rozgrywkowym.

Mecz do najgorszych nie należał, obie drużyny miały swoje sytuacje, jak to się potocznie mówi “chciały grać w piłkę”, skuteczniejsza była jednak bardziej doświadczona drużyna gospodarzy, przynajmniej w pierwszej połowie której byłem naocznym świadkiem. Gdyby nie patrzeć na to, co “w sieci” to można by uznać, że pierwsza połowa była “na remis” z ewentualnym nieśmiałym wskazaniem na Świdniczankę, tablica z wynikiem na Neptun Arenie pokazywała jednak 2:0 dla gospodarzy (tak też zostało do samego końca, zatem niewiele mnie ominęło w drugiej połowie).

Słowo o kibicach. Mijałem kilka osób w jakichś takich bardziej kibicowskich koszulkach Świdniczanki i po cichu liczyłem, że może uświadczę elementy jakiegoś skromnego dopingu, nic takiego niestety nie miało miejsca. Miłym zaskoczeniem był natomiast fakt przyjazdu kibiców z Bychawy, którzy przybyli w kilku niezorganizowanych grupkach, chociaż jedna z nich, nazwijmy to “bardziej kumata” część fanów Granitu wysiesiła flagę. Na tym jednak się skończyło, przynajmniej w pierwszej połowie żadna ze stron nie wychyliła się poza samą obecność na meczu, a szkoda…

Słowem podsumowania – bardzo ciekawe doświadczenie. Niewielki, lokalny, choć perspektywiczny klub z kameralnym obiektem, rzut beretem od Lublina więc dojazd autem zajmuje dosłownie kilka minut od rogatek, krótko mówiąc, polecam koneserom niższych lig. Gdyby ktoś tam jeszcze wpadł na pomysł dystrybucji giętej stadionowej z grilla opalanego węglem, to byłbym wniebowzięty. 🙂 A, i ten szal, a właściwie jego brak trochę boli, ale jeszcze powalczę. 🙂

Czas przenieść się za miedzę…

Data i miejsce: 22.08.2020, Świdnik Mały
Mecz: Świdniczanka Świdnik Mały – Granit Bychawa
Rozgrywki: IV liga lubelska, grupa II
Widzów: ~200 (gości: ~20)
Doping: po cichu liczyłem…
Pirotechnika: na to nie liczyłem
Piwo: z własnym bez problemu
Catering: brak
Pamiątki: na meczu niestety nie, gdzie indziej podobno tak
Bilet: był – cegiełka w kwocie “co łaska” 🙂
Subiektywna ocena: 6/10