06/2021 Śląsk II Wrocław – Motor Lublin 30.09.2020

Uwaga – wpis będzie nieobiektywny – byłem jedną ze “stron” tego wydarzenia. 🙂

“Miała matka syna, syna jedynego…” niosło się gromko ostatniego dnia września nad Wrocławiem. Tych synów w mojej kolejnej kibicowskiej przygodzie uczestniczyło niespełna tysiąc, a mowa o meczu rezerw Śląska Wrocław z Motorem Lublin, czyli spotkaniu drużyn, których kibice przyjaźnią się od ponad już trzydziestu lat.

I pod tym kątem planowałem swój wyjazd do Wrocławia. Duch Futbolniętego niemal w całości pozostał tego dnia w Pruszkowie, do stolicy Dolnego Śląska wybrał się natomiast alter ego, czyli Łukasz, kibic Motoru od dwudziestu już lat.

Nie chciałem jednak całkowicie pomijać tutaj tej przygody, gdyż atmosfera i zabawa na trybunach była przednia. Nie chcąc zdradzać wszystkiego, pominę więc kilka ciekawych scen, które wydarzyły się tego dnia przy Oporowskiej, skupię się jedynie na tym, co w większości można znaleźć w szeroko pojętych mediach.

Kluczową informacją w całej tej historii jest fakt, że mecz zaplanowano… na środę… na 12:00… Nie chcę dociekać, kto i z czym się na łby pozamieniał planując TAKI mecz o TAKIEJ godzinie, prawdą jest jednak, że jeśli chodziło o jak najmniejszą widownię to – że tak powiem – nie pykło.

Ja jednak byłem prawdopodobnie jedyną osobą, której ta godzinowa fanaberia odpowiadała, bo na spokojnie mogłem odstawić rano dziecię do żłoba, wsiąść w samochód i przejechać ponad 300 kilometrową podróż bez większego stresu o ewentualne spóźnienie. A po meczu na spokojnie – jeszcze przed zachodem słońca wrócić do domu, nie włócząc się po całej Polsce przez całą noc, jak przy mojej ostatniej wizycie we Wrocławiu.

Założyłem sobie, że na Oporowskiej zamelduję się pół godziny przed pierwszym gwizdkiem, realia były jednak takie, że przez nikogo niepokojony leciałem sobie niemalże pustą trasą 150-160 km/h i do celu dotarłem blisko godzinę wcześniej. Chwilkę się pokręciłem, zbiłem parę piątek z kilkoma znajomymi kibicami z Lublina i razem z resztą braci zasiedliśmy na krytej trybunie legendarnego obiektu Śląska.

A tam to już melanż pełną gębą, kilogramy pirotechniki, doping całkiem przyzwoity, biorąc pod uwagę że część kibiców z Lublina biesiadowało we “Wrocku” już minionego dnia… I w tym wszystkim ja – tak bardzo żałujący, że byłem autem… 🙂

Nie będę ukrywał, że nieszczególnie wiem, co działo się na boisku. Jedyne, co wychwyciłem to kolejny remis “po jeden” lubelskich gladiatorów plus zasłyszałem, że znowu ciężko było oglądać tę padlinę. Nie wiem, nie oceniam, ciężko skupić się na przebiegu spotkania będąc albo pod sektorówką, albo operując “machajką”, albo być spowitym dymem z rac. Niczego nie żałuję. 🙂

Z mojej perspektywy w tym pojedynku pod kątem wydarzeń okołomeczowych było wszystko, włącznie z plecakiem pełnym fantów, a największą wartością dodaną całej operacji jest fakt, że ten – niekoniecznie najbliższy – wyjazd zajął mi łącznie dziesięć godzin.

Żeby nie było tak słodko – po ostatnim gwizdku pokazówkę musiała urządzić sobie miejscowa milicja, która zrobiła selekcję wśród wychodzących widzów. Kobiety, seniorzy i ojcowie z dziećmi mogli spokojnie opuścić obiekt, cała reszta była legitymowana jako osoby potencjalnie biorące udział w przestępczym procederze używania pirotechniki. A że nie załapałem się do wyżej wymienionych grup uprzywilejowanych, mogę się spodziewać jakiegoś wezwanka na komendę w charakterze świadka i będzie mnie czekać kolejna wycieczka do Wrocka. 🙂

Byleby tego dnia rozgrywały się w pobliżu jakieś mecze. 🙂

OD LAT WIELU AŻ DO ŚWIATA KOŃCA – WŁADCY WSCHODU I DOLNEGO ŚLĄSKA! AUUUU!

P.S. Galerii nie będzie, to nie był czas i miejsce na paradowanie ze smartfonem. 🙂

P.S. #2: częściowym sponsorem mojej wycieczki był program lojalnościowy PayBack, tyle punktów nakisiłem przez ostatnie miesiące, że “za darmo” zatankowałem pełen bak paliwa który to wystarczył na prawie całą operację meczową. 🙂

Data i miejsce: 30.09.2020 Wrocław (Oporowska)
Mecz: Śląsk II Wrocław – Motor Lublin
Rozgrywki: II liga
Widzów: podobno 698, po mojemu nieco więcej, bliżej czterech cyfr
Doping: i to jaki!
Pirotechnika: dużo 🙂
Piwo: niekończące się ilości
Catering: grill na przyzwoitym poziomie, dla mnie bezpłatnie “Motor nie płaci” 🙂
Pamiątki: trochę w sektorze, trochę w przystadionowym fanshopie
Bilet: 10 PLN
Subiektywna ocena: 9/10