05/2021 Skra Częstochowa – Motor Lublin 19.09.2020

Coraz częściej mnie widać ostatnio w Częstochowie. 🙂 Nie jest to dziełem wielkiego przypadku, wszak – jak już chyba wspominałem – pod Jasną Górą zamieszkuje rodzina mojej małżonki, a jeśli dodamy do tego fakt, że miejscowa Skra podejmowała na swoim obiekcie lubelski Motor… To nie mogło mnie zabraknąć na Lorecie, jak pieszczotliwie mówi się o “kompaktowym” stadionie drugiej piłkarskiej siły w Częstochowie.

Po raz pierwszy uznałem, że mój projekt Futbolnięty zaczyna zmierzać w jakimś konkretnym kierunku, dlatego złożyłem wniosek o przyznanie akredytacji dla mediów, aby mieć odrobinę większe możliwości poznania wizytowanego przeze mnie klubu. Na 48 godzin przed pierwszym gwizdkiem z uwagi na brak reakcji ze strony Skry przezornie zakupiłem jeszcze wejściówkę przez internet, a niewiele później otrzymałem informację o przyznaniu akredytacji… W związku z czym formalnie byłem na meczu podwójnie, prawie jak na położonym nieopodal stadionie Stradomia, gdzie kupując kilka tygodni temu trzy “cegiełki” byłem liczony do frekwencji jako trzy osoby. 🙂 Sumując – zasiliłem klubową kasę kwotą dwunastu złotych i nie skorzystałem z zakupionego biletu – nie ma za co. 🙂

Na “kieszonkowy” stadion Skry dotarłem pół godziny przed pierwszym gwizdkiem. Blisko dwukilometrową drogę z centrum Częstochowy, gdzie miałem “bazę noclegową” przebyłem w nieco ponad dwadzieścia minut, umilając sobie spacer poziomkową “setunią”. Przed obiektem pokaz siły postanowiła zaprezentować miejscowa policja, która mając w posiadaniu patrole konne, sporo jednostek zmechanizowanych i jeszcze więcej piechoty spodziewała się chyba niezliczonych ilości kiboli z Lublina. Lekko się przeliczyli, bowiem zjawiłem się chyba tylko ja, nie dość że incognito to jeszcze “służbowo”, także “panowie władza” wynudzili się przez dziewięćdziesiąt minut po wsze czasy.

Wejście na “Stolzle Stadion” – jak oficjalnie nazywa się arena Skry – bez zbędnych przygód. Po sprawdzeniu przez przemiłego pana ochroniarza, czy jestem na liście uprawionych do wejścia na sektor “Media – VIP” uchylono mi bramę do tego lokalnego raju i przez nikogo niepokojony mogłem już zażywać piłkarskiego widowiska przez kolejne dwie godziny.

Słowo jeszcze o obiekcie – celowo używałem powyżej przymiotników typu “kompaktowy” czy “kieszonkowy”, bowiem Loreta ma pojemność niespełna tysiąca widzów, z czego trybuny głównej z przeciwnej strony boiska prawie nie widać, raptem dwa lub trzy rzędy miejsc które sprawiają wrażenie boiska treningowego. Ma to jednak swój urok, ja osobiście bardzo lubię takie “kwiatki” na centralnym poziomie rozgrywkowym, niemniej jednak fanom piłki “z pompą” nie polecam. 🙂

Całości dopełnia sztuczna murawa, której sami aktorzy główni zawodów raczej nie lubią, ale grać trzeba. I pograli całkiem przyjemnie dla oka, użyję tu wspomianego już wcześniej frazesu, że obie drużyny “chciały grać w piłkę”. Pierwsza połowa stała pod znakiem lekkiej dominacji miejscowych, Motor poza jedną konkretną sytuacją w postaci obitego słupka po strzale Świderskiego w zasadzie nie zagroził Częstochowianom. Druga połowa to już blitzkrieg drużyny Motoru, przez ostatnie pół godziny meczu ciężko mi było przypomnieć sobie ofensywę Skry na połowie Lublinian. Jedyną możliwością przechylenia szali na swoją korzyść Skra miała już w doliczonym czasie gry, a wszystko to działo się po drugiej żółtej kartce Marcina Michoty, piłkarza Motoru. “Trenerze, przepraszam, nie miałem wyjścia” rzekł obrońca Motoru po zejściu z murawy do trenera Hajdy, co było bardzo wymowne.

Kończąc aspekt stricte sportowy – ciężko stwierdzić, dla kogo ten remis był stratą punktów. Obie drużyny pokazały swoje dwa oblicza, szczególnie Motor pokazał, że po raz kolejny na drugą połowę wybiega zupełnie inna drużyna. Skra gra kolektywem – próżno szukać w jej kadrze nazwisk znanych przeciętynym zjadaczom chleba, mimo to stanowią zgraną, spójną drużynę z pomysłem na grę. Piłkarze Motoru natomiast strasznie elektryczni, i nie ma co ukrywać że “nazwiska”, po których oczekuje się najwięcej kolokwialnie mówiąc “dają dupy”. Nie chcę przywoływać nazwisk, bo kto widział wszystkie mecze bieżącego sezonu ten wie, o kim mowa, pozostaje liczyć jednak że lada moment to wszystko się zazębi i lubliniane zaczną grać na miarę swoich możliwości – a te są spore.

A teraz czas na to, co Futbolnięty lubi najbardziej, czyli otoczka meczowa. Pandemiczne realia niestety dają się we znaki, co poskutkowało znikomą ilością dodatkowych wrażeń. Próżno było szukać jakiegokolwiek cateringu, chętnie bym się dowiedział czy to norma, czy tylko kowidowa przywara, nie sposób było też znaleźć jakiegokolwiek źródła zakupu nawet najmniejszej pamiątki klubowej… A jak wracam z “roboty” bez nowego szalika, to jestem zły. W przerwie meczu pytałem miejscowych oficjeli, czy istnieje jakakolwiek możliwość nabycia czegokolwiek, to jeden z Panów uciął temat krótko, że “nie”, drugi zaś, że może będzie taka możliwość, ale może w październiku, i jak coś to tylko przez internet, bo wirus… Są jednak obiekty w Polsce, gdzie pandemia nie przeszkadza ani w cateringu, ani w sprzedaży pamiątek… Byłem gotów zostawić kilkadziesiąt dodatkowych złotych w klubowej kasie, niestety nie było mi to dane.

A już najsmutniejszym momentem był fakt, kiedy dowiedziałem się, że muszę zwrócić przy wyjściu otrzymaną smyczkę z akredytacją, w związku z czym poza dokumentacją fotograficzną (na tzw. “dniach” dostępną na fejsbukowym fanpejdżu) wracałem z meczu “na pusto”.

Rzecz jeszcze o kibicach, bo mimo mizernej frekwencji, która na Lorecie jest normą odnotowałem zalążek fanatyzmu. W centralnym punkcie trybuny wprawne oko mogło dostrzec grupkę osób z dwiema flagami, niemniej jednak całość została dopełniona jedynie jednym okrzykiem tuż po rozpoczęciu meczu… Więc na tym polu też mizeria.

Z tego miejsca pragnę podziękować klubowi za przyznanie akredytacji, niemniej jednak nie odnotowałem z tego tytułu jakiegokolwiek profitu, szczególnie że równolegle i tak zapłaciłem 12 zł za niewykorzystany bilet. Realia są, jakie są, spodziewałem się jednak czegoś więcej, a żeby było śmieszniej to umiejscowienie sektora MEDIA – VIP dysponuje znacznie gorszą widocznością niż większość miejsc na ogólnodostępnej trybunie. Chciałoby się rzecz, że nie polecam… Ale zobaczymy, czy faktycznie w październiku będzie możliwość nabycia drobnych pamiątek, wtedy zweryfikuję moją ocenę.

Tymczasem projekt “Rumunia 2020” wkracza w decydującą fazę, ale o szczegółach dowiecie się na fejsbukowym fanpejdżu. 🙂

Data i miejsce: 19.09.2020 Częstochowa
Mecz: Skra Częstochowa – Motor Lublin
Rozgrywki: II liga
Widzów: jeszcze nie podano oficjalnie, ale po mojemu około 200-300 osób
Doping: symboliczny (jeden okrzyk kilku osób po rozpoczęciu meczu)
Pirotechnika: brak
Piwo: nie wykryto
Catering: jak wyżej
Pamiątki: niestety…
Bilet: akredytacja, poza tym 12 PLN bez zniżek
Subiektywna ocena: 5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *