28/1920 Legionovia Legionowo – Motor Lublin 08.02.2020

Trochę człowieka świerzbi siedzenie na przysłowiowej dupie w okresie zimowym, dlatego z utęsknieniem czekałem na luty i powrót jakiegokolwiek grania w naszej rodzimej piłce. Okazja na przebudzenie z zimowego snu do lokalnej, piłkarskiej rzeczywistości była zatem najlepsza z możliwych, bo do oddalonego ode mnie o 40 kilometrów Legionowa na testmecz przyjeżdżał mój lubelski Motor.

Z meczami sparingowymi mam dość spory problem, bo przeważnie brakuje w nich emocji, a dominuje chaos i z pozoru bezsensowne półtorej godziny klepania piłki. Zawsze też, ale powtarzam – ZAWSZE – te towarzyskie, zimowe pojedynki kończą się u mnie zmarzniętymi do granic możliwości stopami, ile bym warstw skarpecianych nie założył. I nie ma znaczenia, czy jest pięć stopni na plusie, czy dwadzieścia na minusie (a tego też doświadczyłem). Nie inaczej było tym razem, ale… no taka branża. 🙂

Dzisiejszy dzień meczowy powitał mnie pełnym słońcem, co pozwalało sądzić, że temperatura będzie dodatnia, a to już dużo. Punkt południe zapakowałem się do Futbolniętowoza i ruszyłem w kierunku Legionowa. Z pozoru godzina zapasu powinna wystarczyć na sprawne dotarcie z Pruszkowa do Legionowa, w praktyce jednak na osławionym już stołecznym odcinku trasy S8 trafiłem na poważny wypadek (dzień jak codzień). Zachodziło spore ryzyko spóźnienia, jednak przy pomocy doświadczenia w poruszaniu się po stolicy sprytnie objechałem utrudnienia i jeszcze przed czasem zameldowałem się w Legionowie. Co się okazało – mikropanika odnośnie spóźnienia okazała się bezzasadna, bowiem mecz rozpoczął się z 15-minutowym opóźnieniem. 🙂

Zawody rozegrano – jak można było przypuszczać – na bocznym boisku, które łatwiej było znaleźć niż sam właściwy obiekt. Nie kryjąc się przesadnie z barwami klubowymi (a miałem na sobie bluzę Motoru, jednak bez widocznych emblematów) znalazłem sobie miejsce tuż przy ławce rezerwowych lubelskiej drużyny, co pozwoliło mi odkryć kilka smaczków z “szatni” Motoru i poznać niektórych zawodników z zupełnie innej strony (szczególnie mówię tu o Rafale Grodzickim, in plus).

O samym meczu od strony sportowej nie bardzo jest co pisać, co potwierdziło moje przypuszczenia i przekonania co do widowiskowości tego typu zawodów. Obie drużyny “dały sobie po razie”, przy czym goście wyrównali w ostatnich sekundach gry, a jedynym gorętszym momentem spotkania była awantura, jaka rozegrała się po faulu jednego z piłkarzy Motoru. Precyzując zajście – jeden z lubelskich piłkarzy faulował zawodnika Legionovii, ten przesadnie się zagotował i poleciały jakieś teksty w stylu “zaraz Ci zajebię”, usłyszał to inny z Motorowców i się zaczęło. W sekundę około dwudziestu chłopa ruszyło w swoim kierunku a wszystko działo się tak szybko, że ciężko było uchwycić kto odpychał, kto rozdzielał i tak dalej. Sytuacja na szczęście uspokoiła się po nieco ponad minucie, sędzia zapytał trenera Hajdę czy jest w stanie uspokoić “ósemkę” i gra została wznowiona.

Więcej grzechów nie pamiętam. Gdyby to był mecz drużyn, które w komplecie nie wzbudzają we mnie żadnych emocji to pewnie bym żałował tych trzech godzin poświęconych na mecz plus dojazd. A tak… no powiedzmy, że brałem udział w gorszych piłkarskich wydarzeniach. 🙂 Kolejne przygody – mam nadzieję – będą już o punkty, a z racji charakteru dzisiejszego pojedynku pozostawiam wpis bez ocen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *