27/1920 Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 08.12.2019

Dla każdego fanatyka Motoru wyjazd do Wrocławia na Śląsk to punkt obowiązkowy, dlatego od dłuższego czasu planowałem to zrobić, czekałem jednak na mecz z kategorii “kibicowski top” w dogodnym terminie. Taki przytrafił się na początku grudnia, co zdecydowanie opóźniło mój piłkarski sen zimowy, a rywalem wrocławian była stołeczna Legia. Jeśli dodamy do tego fakt, że do stolicy Dolnego Śląska wybierała się rekordowa grupa kibiców z Warszawy, a i sami gospodarze szczególnie mobilizowali się na ten pojedynek to oznaczało, że czeka mnie absolutna petarda.

Zacznijmy jednak od początku. Długo biłem się z myślami, czy jechać do Wrocławia autem, czy jednak po raz pierwszy w erze Futbolniętego postawić na kolej. Obie opcje miały szereg tak plusów, jak i minusów, ostatecznie jednak stanęło na skorzystaniu z usług PKP. Niewątpliwym atutem tej decyzji była możliwość zażywania piwerka, sporym jednak minusem było uzależnienie się od – fatalnego moim zdaniem – rozkładu jazdy. Mecz rozpoczynał się o 17:30, ja jednak postanowiłem przybyć do Wrocławia już chwilę przed 10:00. Podróż “tam” zleciała migiem, siedziałem sobie sam w przedziale pomimo tego, że nie dobierałem “miejscówki” do biletu weekendowego i generalnie ledwo się obejrzałem, a już Opole, Brzeg, Wrocław… Witam.

Sześć luźnych godzin znaczyło, że trzeba pospacerować tu i tam, przejrzeć ofertę gastronomiczną, “poczuć” miasto. Trafiłem świetnie, bo tego dnia na wrocławskim rynku i w jego okolicach odbywał się Jarmark Bożonarodzeniowy, a jako że jestem wielkim zwolennikiem całej tej świątecznej otoczki, to czułem się podjarany jak kilkulatek przy rozpakowywaniu wigilijnych prezentów. To wszystko jednak miało też jeden ogromny minus, bo już w południe wszystkie okoliczne knajpy (a jest ich mnóstwo) były szczelnie wypełnione i znalezienie wolnego miejsca, żeby napić się przysłowiowego “jednego piwa” było nie lada gimnastyką.

Czas wolny szybko zleciał i na dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania transportowałem się już na położony na obrzeżach miasta Stadion Wrocław, który tego dnia miał kipieć fanatyzmem. Po drodze jeszcze szybki posiłek w postaci pierogów w asyście pięćdziesiąteczki nalewki w jakiejś ukraińskiej knajpce i 16:30 byłem już przed wrocławską areną. Tu również jeszcze osławiona “setunia” i można było wchodzić na obiekt.

Mecz miało tego dnia obejrzeć ponad trzydzieści tysiecy widzów, dlatego byłem w wielkim szoku, że wejście na stadion odbyło się ekspresowo, wręcz bezkolejkowo. Zanim udałem się na trybunę, zlokalizowałem jeszcze sklepik kibicowski, czego skutkiem był powrót do domu ze zgodową koszulką i pasiakiem. A później… Trybuno B, witaj. Wiedziałem, że jeśli zdecyduję się być częścią wrocławskiego młyna to odbije się to negatywnie na “służbowym” aspekcie wyjazdu, czyli obowiązkach Futbolniętego… Ale skoro pierwszy raz gościłem u Braci na meczu, to miałem bardzo głęboko wiadomo gdzie seryjne strzelanie fotek i w pełni poddałem się fanatycznemu dopingowi.

I nie żałowałem tej decyzji ani przez chwilę. Trochę mi się sentymantalnie zrobiło, kiedy w trakcie oprawy operowałem jedną z “machajek”, wróciły wspomnienia, kiedy na Zygmuntowskich nie raz trzymało się racę w łapie i wracało do domu ze zdartym gardłem… I dziś ja, ponad trzydziestoletni “jeszcze nie zgred, już nie małolat” poczułem się właśnie jak małolat. 🙂

Krótko podsumujmy kibicowskie aspekty pojedynku. Młyn Śląska – podobno – około dziewięciu tysięcy głów, gości natomiast – o ile dobrze pamiętam – dokładnie 3421. Taka ilość świrów na jednym stadionie musiała przerodzić się w eksluzywną wizytówkę polskiej sceny ultra. Jeśli dodamy do tego niezliczoną ilość pirotechniki i potężny, obustronny doping przez pełne 90 minut to mamy genialny obrazek polskiej sceny kibicowskiej. Festiwal piosenki wulgarnej również się odbył, brały w nim udział obie strony ale to jednak gospodarze wiedli prym w tej konkurencji. 🙂

Na boisku wygrała drużyna zdecydowanie lepsza, choć wcale nie musiało tak się stać. Pierwszą “dwusetkę” mieli gospodarze, w postaci karnego przestrzelonego przez Roberta Picha, a dalej to już Legioniści doszli do głosu i ostatecznie po strzeleniu trzech bramek, przy zachowanym czystym koncie z tyłu wrócili do stolicy. Warto jeszcze dodać, że sam pojedynek trwał nieco ponad 100 minut, bowiem sylwestrowy pokaz pirotechniczny kibiców Śląska zmusił arbitra do przerwania meczu na kilka minut, aż zdążyło się wszystko wystrzelać. 🙂

Po meczu przymusowe cztery godziny “w terenie”. Pociąg powrotny miałem mieć pierwotnie dwadzieścia minut po północy, tablica na dworcu wskazywała jednak “40 min delay”, pani z głośników wydłużyła później opóźnienie o kolejne dwadzieścia minut… Po czym pociąg podjechał spóźniony o – tylko – 30 minut. Serdecznie współczuję tym, którzy poważnie potraktowali komunikaty i gdzieś tam sobie poszli na jakiś czas, bo prawdopodobnie zostali w przysłowiowej dupie i musieli czekać jeszcze kilka godzin na kolejny skład. Drogę powrotną przespałem w zasadzie w całości, bo nie mogłem zdzierżyć że pociąg może się zatrzymywać dwa razy na tej samej stacji w ciągu jednego przejazdu. Ot, PKP w pigułce. 🙂

Reasumując – rok zacząłem mocnym kibolskim akcentem w postaci derbów Belgradu, kończę natomiast równie dobrym pierdolnięciem w postaci naszego lokalnego fanatycznego topu. Chyba nie ma co narzekać. 🙂

Wyjazd bez samochodu jest świetną okazją, żeby zapoczątkować nowy cykl, który pozwolę sobie nazwać “Beernięty”. We Wrocławiu dostąpiłem zaszczytu:

Česká, Świdnicka 8a: Čochtan z nalewaka, mocno nagazowany, średnio goryczkowy lager bez pianki, najlepsze w ciągu pierwszych kilku minut. Cena: 11 PLN. 7/10
Pijalnia Wódki i Piwa, Rynek – ratusz 13/14: jakieś z nalewaka, już nie pamiętam, chyba Warka. Barowy klasyk, Cena: 8,50 PLN. 4/10.
Craftova, Rynek 22/1a: Vinohradsky Pivovar – Pils z nalewaka, kraft co się zowie, sporo goryczy ale w bazowej temperaturze ambrozja. Cena: 14,00 PLN. 7/10.

I dalej na świeżym powietrzu jeszcze miejscowe, zapuszkowane Piasty, czyli tradycyjne polskie lagery z segmentu “Królewskie – Warka – Tyskie”. Taka średnia krajowa, 5/10. 🙂

Data: 08.12.2019
Mecz: Śląsk Wrocław – Legia Warszawa
Rozgrywki: Ekstraklasa
Widzów: 31819 (gości: 3421)
Pirotechnika: około mnóstwo
Doping: na najwyższym poziomie
Piwo: tylko bezalkoholowe
Catering: kiełby, zapieksy, nietestowane tym razem 🙁
Pamiątki: sklepik klubowy, sklepik kibicowski, dostępne wszystko
Bilet: 25 PLN na młyn
Subiektywna ocena: 9/10, tylko dlatego, że piwo alkofree

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *